Wieczorne letnie niebo miało barwę przypominającą mi kocie wymiociny. Od razu pomyślałam, że gdybym chciała uwiecznić ten widok na obrazie to aby uzyskać właściwy odcień różu, przez jakiś czas musiałabym podawać kotu wyłącznie karmę o smaku łososiowym. Chmury przesuwające się tak szybko istotnie kojarzyły mi się z rybami w morzu, a wiejący wiatr tworzył z nich wzór przypominający łuski. Patrząc na to wszystko, zastanawiałam się, jak widzą to inni. W miarę jak światło przygasało czułam, że coś się wydarzy. Nie potrafiłam określić co, ale byłam tego pewna. W szczelinach między chmurami pojawił się głęboki granat nocnego nieba, miałam wrażenie jakby nad głową zwisał mi ocean, lodowaty i bezdenny. Każdego innego lata podobny zachód słońca przyprawiał mnie o dreszcze na całym ciele. Był dla mnie piękny. Lecz już nic nie było takie odkąd wszyscy zaczęli traktować mnie jak dorosłą osobę, od której ciągle się czegoś wymaga.
Usiadłam przy biurku, początkowo nic nie robiłam. Sama myśl o pracy była dla mnie wstrętna, zaś wspomnienie niektórych nauczycieli budziło we mnie uczucie niezmiernie podobne do nienawiści połączonej z przerażeniem. W końcu wzięłam się do roboty. Wyjęłam z plecaka książkę od matematyki, zeszyt i piórnik. Czegoś mi jednak brakowało. Wstałam, udałam się do kuchni i zaparzyłam sobie herbatkę malinową. No tak znowu mama piła w moim ulubionym kubku i oczywiście go nie umyła. Muszę zrobić to sama. Jak ja nie lubię zmywać!
- Może trochę uczucia, niektórych boli takie pocieranie- stwierdził kubek.
PSTRYK
- O, woda się już zagotowała, jeszcze torebka z herbatą i gotowe- z radością oznajmiła dziewczynka.
- Jej znów wrzątek- krzyknął kubek- Co sobie w ogóle to coś wyobraża? Czy to myśli, że to takie przyjemne? Codziennie to samo. Mam już dość, ciągle jestem podnoszony, wlewają we mnie różne substancje, a później ani przepraszam, ani dziękuję. Jestem mały, ale to nie znaczy, że można ze mną robić, co się tylko chce, ja też mam swoje zasady. Czemu mnie nikt nie słucha, czemu się ze mną nikt nie liczy? - obrażonym tonem powiedział kubek i dodał- Już nic więcej nie powiem.
Po zrobieniu sobie herbaty wróciłam do pokoju, z powrotem zasiadłam do stolika i po raz drugi ogarnęło mnie uczucie lenistwa. Postanowiłam, że zanim zacznę rozwiązywać zadania, napiję się gorącego malinowego napoju. Mały łyk sprawił, że rozmaite ważne i pilne sprawy stały się jakby mniej ważne i mniej pilne. Poczułam, jakby praca domowa dotyczyła kogoś innego. Natomiast ci wszyscy, których ostatnimi czasami znienawidziłam, wydawali mi się teraz nieszkodliwymi głuptasami, takie psotne dzieci potrzebujące tylko dobrej rady. Nawet spodobał mi się ten nagły stan tolerancji. Szczerze, byłam nawet skłonna polubić ten świat, gdyby zaistniała taka potrzeba. dochodziła już godzina 16, a ja nawet nie ruszyłam lekcji. Postanowiłam, że koniec bujania w obłokach i czas na szarą rzeczywistość. Otworzyłam piórnik i wyjęłam mój ulubiony długopis, który dostałam od mojej kochanej babci.
- Nie, nie i znów ten gargulec!- odezwał się piskliwym głosikiem pisak.- Teraz, już wiem, co mnie czeka. Kolejne męczące chwile. W ogóle nie dadzą się wyspać, tylko praca i praca. Każdy chwilę chyba może odsapnąć, a tu nic. Całe szczęście, że dziś chociaż muszę robić znaczki, a nie tak jak ostatnio na całej stronie szlaczki, jaki w tym sens? Muszę jednak przyznać, że nie chciałbym robić czegoś innego. Czuję się artystą w tym, co robię. Dzięki mnie biała, pusta i z pozoru nieużyteczna przestrzeń zostaje z gracją zapełniona. Moim największym wrogiem jest Pan Biały Pędzel. On nigdy nie pyta czy może zamazać moją ciężką pracę, on to po prostu robi. Nie wiem dlaczego. nigdy nic złego nie spotkało go z mojej strony, za to on potrafi mnie ranić non-stop. Najgorsze jest jednak to, że później po tym białym pasku muszę znowu tworzyć wszystko od nowa, a jest to naprawdę trudne. Po pierwsze zostaję wybity z rytmu, a po drugie, to co on po sobie zostawia, naprawdę strasznie śmierdzi. O chyba nastąpi przerwa!- powiedział długopis i został odłożony do piórnika.
Mam jeszcze tyle zadań przed sobą , a siły coraz mniej. Dlaczego nauczyciele tyle zadają? Dochodzi już 18, mam jeszcze godzinę przed powrotem mamy, nie ma co się zastanawiać, długopis w dłoń i liczymy dalej. W pokoju zrobiło się już dosyć ciemno więc zapale lampkę i kończę co zaczęłam. Sio, sio wstrętna mucha. Nie przeszkadzaj mi. Sio, sio. Uciekaj, bo Cię zabiję. Sio, sio.
- No, dalej- zachęcała mucha. - Dalej wielkoludzie. Co, nie możesz?- owad dumnie latał koło głowy dziewczynki. - Jesteś za słaby, czy to ja jestem za sprytna? Chcesz się ze mną pobawić, co? Pożałujesz tego. Jestem lepsza, słyszysz!? Wcześniej się bałam, przyznaję... trochę! Bo każdy boi się nieznanego. A teraz znam cię, potworze. To ty zabiłeś moją mamę!- krzyknęła wprost do ucha dziewczynki. _ nie boję się ciebie. Ani twoich sztuczek. Nie boję się niczego! Nawet jestem ciekawa, co jeszcze wymyślisz i jakie masz możliwości. No pokaż, na co cię stać, brzydalu!
Jaka uparta mucha. Sio, uciekaj. Okropna jesteś, biorę gazetę, koniec tego dobrego.
- Czy to już wszystko? - krzyknęła mucha. - Jeśli tak, to nie masz ze mną szans.
TRZASK!!!
Biedna mucha, nie chciałam jej robić krzywdy. Nie pozostawiła mi wyboru. Przepraszam cię, naprawdę nie chciałam, by się tak skończył, ale przeszkadzałaś mi. Mówię to naprawdę prosto z serca chociaż wiem, że życia ci to nie zwróci. Tak mi teraz smutno, ale taki życie, "raz na wozie raz pod wozem". szkoda, że tak się stało, ale to już dla mnie nie takie istotne. Teraz ważne jest to, że pozostał mi ostatni przykład i mogę pójść spokojnie zjeść kolacje.
Mała twórczość...:p