Dziś mnie natchnęło na temat monogamii w związku, czy seks z jedną osobą tak do końca życia przeraża was...?? Ja chyba zaczynam myśleć, że jest to wspaniałe, że ma to swój urok i daje takie poczucie bezpieczeństwa, pozwala na większe doznania, przeżycia i daje nam odwagę no próbowanie czegoś nowego. Cały ten temat wiąże się też z małżeństwem a dokładnie nie z samym zawarciem przysięgi a obiecaniem tej drugiej osobie, że będziemy razem tak na dobre i na złe, a każde wątpliwości będziemy razem omawiać i dyskutować o nich. Hmm... Czy seks z jedną osobą można porównać do jedzenia wciąż tej samej potrawy...? Czy to jest tak jakbym codziennie jadła schabowego z ziemniakami...?? A nawet jeśli czy to jest takie złe...?? Kurcze chyba, bycie z jedną osobą i po równanie tego do jedzenia nie jest takie złe, tyle że ja patrzę na to teraz, że to jest taki schabowy tylko, że za każdym razem przygotowywany trochę inaczej. Dzięki czemu za każdym kęsem odkrywamy nową moc tego samego dania. Jeśli w sypialni nie będziemy myśleć o monogamii jak o czymś złym, nudnym to myślę, że kochanie się ze sobą będzie dla nas bardzo atrakcyjne.